YERBA MATE. Pijemy i świetnie się czujemy!

Jesteśmy POJERBANE,  dołącz do nas 🙂

Dużo się o niej mówi i pisze. Ale o co tak naprawdę chodzi? Dlaczego tak wielu ludzi korzysta z dobrodziejstw tej dla nas wciąż egzotycznej herbaty?

Pobudza? Uzależnia? Uzdrawia? Narkotyzuje?

Jako yerbowiczka z kilkunastoletnim stażem, odpowiadam na te i inne pytania, rozwiewam wątpliwości, podpowiadam, jak (technicznie) przygotować się do parzenia yerba mate.

Yerba mate- dla ciała i ducha…

Dla ducha? Tak. Wyobraźcie sobie, że w Ameryce Południowej (przede wszystkim w Argentynie, Paragwaju, Urugwaju i Brazylii) kierowcy montują w swoich autach specjalne uchwyty pod tykwę i termos, żeby mieć „napój bogów” zawsze przy sobie. Na stacjach benzynowych znajdują się dozowniki z ciepłą wodą, o temperaturze odpowiedniej do zaparzenia herbaty. W szpitalach podaje się  yerbę pacjentom będącym w stanach depresyjnych, a także podczas rekonwalescencji. Pomaga ona w szybszym powrocie do zdrowia. Niesamowite, prawda?

Yerba mate to ostrokrzew paragwajski. Otrzymuje się ją z liści i łodyg tego wiecznie zielonego drzewa. Oprócz miłego rytuału, który towarzyszy piciu yerby, ma ona za zadanie pobudzić, przyspieszyć przemianę materii, oczyścić, wzmocnić i uodpornić nasz organizm.

Mieszkańcy Ameryki Południowej od wieków cenią sobie właściwości ostrokrzewu i naprawdę nie trzeba być znawcą herbat, ekspertem od napojów wyskokowych czy medykiem, żeby odczuć niesamowite działanie naparu:

– pobudza- posiada mateinę ( pochodna kofeiny), która nie obciąża serca;

– reguluje krążenie (zmarźlakom robi się ciepło);

– reguluje ciśnienie;

– przywraca chęć do działania;

– reguluje proces trawienia (po wypiciu czeka nas wizyta w toalecie);

– przyspiesza materię;

– odżywia, przy czym nie obciąża żołądka;

– nie wypłukuje magnezu (kawa to robi);

– posiada właściwości przeciwutleniające;

– obniża poziom złego cholesterolu i podnosi poziom dobrego;

– likwiduje objawy zmęczenia, pomaga w nauce;

– pomaga w walce z nadwagą;

– nie zostawia nalotu na zębach.

 Yerba łagodzi obyczaje? Zbliża do siebie ludzi?

Owszem. W wielu krajach to normalka. Rytuał picia yerba mate wygląda trochę jak palenie fajki pokoju. Po wypiciu „zalania” tykwa wraz z suszem wędruje z rąk do rąk. W ten sposób grupka siedzących ze sobą osób ma miły, pobudzający pretekst do spędzenia ze sobą czasu. Yerba jednoczy, scala i zachęca do wymiany poglądów.

Ja z siostrą też często umawiamy się na yerbanie. Śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że najlepsze nasze pomysły narodziły się podczas wykonywania właśnie tej czynności 🙂

Poradnik dla początkujących

  1. Potrzebujemy:
  • susz (najlepiej z patyczkami);
  • tykwa (naczynie, do którego wsypiemy naszą herbatę);
  • bombilla (słomka zakończona sitkiem).
  1. Sklepy internetowe oferują często „zestawy dla początkujących”, warto skorzystać z takiej oferty albo pożyczyć od kogoś pijącego yerbę- sprzęt, żeby nie okazało się, że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto.
  2. Należy przygotować się na cierpki i gorzki smak (to nie jest herbatka malinowa z miodem).
  3. Początkującym polecam zazwyczaj yerby z dodatkiem innych ziół. Można także dodać do niej swoją ulubioną mieszankę suszonych owoców.
  4. Wkładamy do tykwy bombillę i już jej nie ruszamy. 🙂
  5. Wypełniamy suszem pół tykwy. Docelowo- dwie trzecie.
  6. Woda, jaką potrzebujemy do zalania, musi mieć 80 lub mniej stopni C.
  7. Wlewamy delikatnie wodę, najlepiej w jednym miejscu. Susz się podnosi, a my czekamy kilka minut, żeby woda pobudziła listki.
  8. Zasada „ nie ruszać bombilli” obowiązuje do końca picia. Wypijamy pierwsze zalanie, po czym od razu lub za chwilę (jak kto woli) zalewamy susz ponownie. Tę czynność możemy powtarzać nawet do 8 razy. Yerba wciąż działa, chociaż te pierwsze zalania są najskuteczniejsze i najmniej smaczne przy okazji. 🙂
  9. Zostawiamy mokry susz w tykwie i czyścimy ją przed kolejnym piciem.
  10. Zakochujemy się w tej czynności i jesteśmy dumni, że dołączyliśmy do pojerbanych esisters. 🙂

 

tykwa z bombillą

listki yerby z patyczkami i bez